piątek, 16 stycznia 2015

5."- Miałam na tym zdjęciu pięć lat.."

*LUCY*
*2 TYGODNIE PÓŹNIEJ*
- Lucy wstawaj! Spóźnisz się zaraz do szkoły!- usłyszałam głos mojej siostry z dołu. Otworzyłam moje zaspane oczy i delikatnie je przetarłam, spojrzałam na zegarek który leżał po prawej stronie na półce, wskazywał on godzinę 6;32. To jakiś żart?! Jak mogę się spóźnić mając jeszcze półtorej godziny?! Zakryłam głowę kołdrą mając nadzieję, że będzie mi dane jeszcze pospać chociaż pół godziny, gdzie tam! Nagle do pokoju wbiega moja siostra, odsłania żaluzje, ściąga ze mnie kołdrę i drze się, że pora wstawać. Dopiero w tym momencie spostrzegłam na jej smukłym ciele dość obcisłą czarną sukienkę i przypomniało mi się, że ma ona dzisiaj jakiś wyjazd szkoleniowy i musiała się ubrać elegancko i oczywiście wstać wcześniej przy okazji trując mi dupę.
- Daj człowiekowi spać!
- Wstawaj, ja już od  piątej jestem na nogach!
- I to znaczy, że ja też muszę?!
- Tak, wstawaj bo się spóźnisz.
- Dobra, dobra- powiedziałam powoli podnosząc się z łóżka i przecierając tym razem całą twarz.
- Okey, ja dzisiaj jadę- przecież ja to wiem- śniadanie masz na stole, jeszcze ci je przed wyjściem podgrzeję, obiad w lodówce na górnej półce a kolacje już musisz sobie zrobić sama. Ja będę jutro w domu po południu i chciałabym żeby dom jakoś wyglądał- mówiąc to mrugnęła do mnie okiem. Nie wiem o co jej chodzi z tym mruganiem to jej jakiś nowy tik?
- Jasne, a teraz lepiej spadaj bo się spóźnisz.
- Nie mów mi co mam robić gówniaro!- uśmiechnęłyśmy się do siebie równocześnie, brunetka niespodziewanie spojrzała na zegarek na swojej lewej ręce i krzyknęła- Jezu! Zaraz się spóźnię!- a nie mówiłam- Ja lecę mała, jakby coś się działo to wiesz, dzwoń- mówiąc to pocałowała mnie w czoło i wybiegła.
Podeszłam do szafy w celu wybrania sobie rzeczy do szkoły. Po długim namyśle wybrałam ten zestaw:

Weszłam do łazienki odkręciłam prysznic i zaczęłam brać poranną kąpiel. Czułam jak krople wody powoli ze mnie spływały zabierając ze mnie cały stres i złe emocje z tego tygodnia, w końcu dzisiaj piątek. Po spłukaniu z siebie lawendowego żelu- uwielbiałam ten zapach- wyszłam z kabiny opatulona w ręcznik i weszłam do pokoju.
- Aaaaaa!- krzyknęłam widząc siedzącą na moim łóżku Demi- Co ty tu do cholery robisz?!
- Haha żebyś widziała swoją minę!- czy ona właśnie się bezczelnie ze mnie śmiała?! Przysięgam kiedyś ją zabiję- Przyszłam do Ciebie bo mi się w domu nudziło.
- Aha... I to jest powód by doprowadzać mnie do zawału?!- krzyknęłam sfrustrowana.
- Ty lepiej się ubieraj bo za jakieś trzydzieści minut ma po nas przyjechać Max.
- Że ja mam tylko zaledwie pół godziny?!
- Tak- szatynka znów zaczęła się ze mnie śmiać. Szybko wzięłam wcześniej przygotowane rzeczy z miejsca spania i pobiegłam do łazienki. Gdzie w błyskawicznym tempie ubrałam się i nałożyłam na twarz delikatny makijaż.


*Demi*
Cały czas chciało mi się śmiać z zachowania Lucy, jest tak bardzo podobna do Martiny. Tylko, że jest jedna zasadnicza różnica, któraś z nich już nigdy nie będzie tu, ze mną i pozostałymi. Pamiętam jak dziś jak tamtego dnia późnym wieczorem siedziałam z Kevinem i świetnie się bawiliśmy na dachu mojego domu w licznie gwiazd i nagle dostałam sms'a od Maxa że mieli wypadek w którym Martina... zginęła. Nie mogłam w to uwierzyć, w ciąż nie mogę. Z moich myśli wyrwała mnie pewna rzecz, a dokładniej ramka znajdująca się na drewnianej szafce z książkami na przeciwko wyrka mojej przyjaciółki. Podeszłam tam, w plastikowym obramowaniu znajdowało się zdjęcie- jak przypuszczam - małej Lucy bawiącej się na łące z psem. Nie wyglądała ona jak teraz była bardziej pulchna jednak przez rysy twarzy śmiałam twierdzić, że jest to moja brązowooka znajoma. Wyglądała słodko, miała na sobie błękitną sukieneczkę, czarne buciki a jej długie czekoladowe włosy były zaczesane do tyłu przez niebieską opaskę.
- Miałam na tym zdjęciu pięć lat- usłyszałam znajomy delikatny głos dziewczyny.


*Lucy*
- Miałam na tym zdjęciu pięć lat- powiedziałam widząc Demi trzymającą w rękach zieloną ramkę. Dziewczyna była lekko zdziwiona, ale uśmiechała się cały czas.
- Od razu cię poznałam, byłaś słodka.
- I gruba- zaśmiałam się- Ważyłam w tedy jakieś pięćdziesiąt kilo. Raczej nie jest to odpowiednia waga dla tak młodej dziewczynki.- chwile pogadałam jeszcze z brunetką, starając się odpowiedzieć na jej pytania.
Zeszłyśmy na dół gdzie czekała na mnie jajecznica, oczywiście już zimna. Podeszłam do mikrofalówki i ją podgrzałam. Wyjęłam świeży chleb i ukroiłam dwa kawałki, jeden dla mnie jeden dla mojej przyjaciółki. Jajecznicę podzieliłam na pół i położyłam przed z lekka zaszokowaną brunetką. Zjadłyśmy w ciszy rozkoszując się smakiem świeżego pieczywa posmarowanego delikatnie słonym masłem. Po skończeniu schowałam brudne talerze do zmywarki i pobiegłam na górę by wziąć swój błękitny plecak. Wrzuciłam do niego drugie danie i rzeczy na trening po czym zeszłam na dół, nałożyłam buty prowadząc konwersację z Demi o dzisiejszym teście z fizyki. Nagle usłyszałam piosenkę "Avril Lavinge- I Will Be" okazało się, że to Telis czeka już przed domem. Wyszłyśmy szybo z domu oczywiście zamykając wszystko na klucz i kierując się do samochodu.
- Cześć- odezwałyśmy się równocześnie do ciemnego blondyna co wywołało u nas napad śmiechu. Ten tylko z politowaniem pokręcił głową i rzucił ciche "Siema". Jadąc do szkoły ja i Demi cały czas śpiewałyśmy piosenki lecące w radiu a Max próbował nie wyjść z siebie. Żeby nie było, ja i Telis się nie przyjaźnimy, nie wiem czy można to nazwać nawet kolegowaniem się, po prostu czasami zawoził i odwoził mnie ze szkoły. Zawsze była z nami w tedy Demi, nie mamy ze sobą jakiegoś takiego świetnego kontaktu, o wiele lepiej dogaduję się z Davidem, praktycznie codziennie z nim gadam. Wydaje się być miły, zawsze gdy go widzę uśmiecham się sama do siebie. Demi mówiła, żebym na niego uważała ale ja nie wiem o co jej chodzi. Przecież ten szatyn jest słodki i uroczy co on może mi takiego zrobić? Poznałam również Kevina, przyjaciela brunetki i Maxsa, był bardzo śmieszny i od razu załapaliśmy wspólny język.
 Gdy byliśmy już na parkingu wyszliśmy całą trójką z auta i rozdzieliliśmy się idąc do swoich szafek gdzie zauważyłam stojącego Davida rozmawiającego z jakąś dziewczyną.
- Hej- odezwałam się przerywając przy okazji im rozmowę.
- Siema młoda- momentalnie na twarzy chłopaka pojawił się uśmiech, przytulił mnie przy okazji podnosząc i kręcąc mną w kółko- To jest Aniela, moja przyjaciółka- wskazał na blondynkę po swojej lewej stronie gdy już mnie odstawił.
- Miło mi- wyciągnęłam do niej rękę- jestem Lu..
- Lucy, wiem David mi o tobie opowiadał- powiedziała ściskając moją dłoń. Przez krótki czas rozmawiałam z tą dwójką jednak przerwał nam dzwonek na lekcje i musieliśmy się rozdzielić ponieważ ta dwójka udziela się w szkolnym samorządzie i musiała wracać do pracy. Miałam teraz mój ukochany przedmiot-historię, mam nadzieję że wyczuliście sarkazm nienawidzę tej lekcji, oczywiście nauczyciel jest spoko ale mnie i tak do tego nie ciągnie. Weszłam do klasy i zauważyłam Demi gadającą z jakąś szczupłą, niewysoką brunetką, zdziwiłam się kiedy usiadła koło mojej przyjaciółki gdzie zawsze ja zajmowałam miejsce. Nagle poczułam wibracje w mojej kieszeni co oznaczało sms'a.

Od Demi:
"Wiem, że nie powinnam ale Veronika jest nowa i nikogo nie zna a jedyne wolne miejsce jest koło Telisa, proszę usiądź z nim *,*"

Och Demi... Spojrzałam na nią a ta tylko zrobiła swoją minę szczeniaczka na którą zawsze się nabierałam. Pokręciłam twierdząco głową i skierowałam się w stronę ławki Maxsa. Rzuciłam swoje zeszyty na ławkę tym samym wyciągając chłopaka z zamyślenia. Spojrzał się na mnie pytająco więc krótko odpowiedziałam:
- Mamy nową w klasie a Demi chce jej "pomóc" zaaklimatyzować się. Więc jesteś skazany na mnie przez tą godzinę- a bardziej to ja na ciebie ale dobra.
- Świetnie..- usłyszałam burknięcie niezadowolonego chłopaka pod nosem.
- Uwierz ja też się specjalnie nie cieszę. Jakoś pierwszego dnia nie miałeś do mnie, żadnych pretensji i prosiłeś mnie jeszcze o pomoc bo ci kurwa jakieś pierwiastki nie wychodziły!- uniosłam się.
- Nie musiałaś mi pomagać..- co za dupek.
- Prawda, nie musiałam. Ale myślałam, że jesteś w porządku- wzięłam swoje rzeczy i wyszłam z klasy, o co mu kurde chodzi, co ja mu zrobiłam? Pierwszego dnia był taki słodki i miły a teraz co się widzimy on mnie mierzy wzrokiem, mówi coś pod nosem i nie zamieni nawet ze mną jednego zdania.
Postanowiłam lekcje przesiedzieć na korytarzu jednak nie było mi to dane bo po jakiś pięciu minutach podszedł do mnie Kevin, który widział tą całą sytuację. Na początku prosił mnie bym z nim wróciła jednak kiedy po raz dziesiąty powiedziałam, że nie mam zamiaru tam wracać ten po prostu bez żadnego wysiłku wziął mnie na ręce przerzucając sobie przez ramie i wniósł mnie do klasy.
- O widzę Miller, Torz. Jeśli już skończyliście zabawę to proszę byście usiedli na swoich miejscach i posłuchali co mam do powiedzenia- powiedział pan Black. Chłopak posadził mnie koło siebie i resztę lekcji spędziłam z nim na graniu w "kółko i krzyżyk" lub w "statki".

*Max*

- Nie musiałaś mi pomagać- powiedziałem już trochę głośniej.
- Prawda, nie musiałam. Ale myślałam, że jesteś w porządku- po tych słowach dziewczyna wyszła z klasy. Co ja mam kurwa zrobić? No co?! Ona tak bardzo mi przypomina Martine! Nie chcę ranić Lucy swoim zachowaniem ale inaczej nie umiem odkąd moja księżniczka została pochowana dwa metry pod ziemią nie znalazłem sobie innej dziewczyny. Sypiałem ze wszystkimi bo wiedziałem, że mi się nie oprą ale następnego dnia odchodziłem i udawałem że jej nie znam. Wiem podłe ale inaczej nie umiem. Jednak teraz odkąd Lucy zaczęła do nas chodzić przestałem robić takie jednorazowe "wypady", bo wiem że czułbym się jakbym zdradził mojego aniołka.
Postanowiłem poprosić mojego przyjaciela, czy by nie poszukał brunetki.
- Kevin?- odwróciłem się w jego stronę
- Co jest stary- usłyszałem głos mojego farbowanego blondwłosego przyjaciela.
- Lucy się na mnie wkurwiła... Możesz coś dla mnie zrobić?
- Widziałem-na twarzy chłopaka ukazał się lekki grymas- a co takiego mam zrobić?
- Pójdź po nią.
- Okey.. Jak chcesz- Kevin wie, że szatynka strasznie przypomina mi moją księżniczkę.
Po jakiś dziesięciu minutach od rozpoczęcia lekcji usłyszałem jak drzwi od klasy się otwierają i zobaczyłem w nich mojego przyjaciela z dziewczyną przewieszoną przez jego ramię. Miałem ochotę się śmiać ale wolałem już się nie narażać Lucy.
        Kiedy usłyszałem dźwięk dzwonka postanowiłem pójść za szkołę i zapalić. Gdy doszedłem za dość odludnioną część szkoły wyjąłem z kieszeni moją ulubioną paczkę z papierosami, wziąłem jednego do ust i odpaliłem zapalniczką. Kiedy poczułem dym wypełniający moje płuca poczułem ukojenie i spokój, palę od wypadku mojego i Martiny, musiałem znaleźć sposób by jakoś uciec od ludzi i od siebie samego. Gdy tak myślałem poczułem czyjąś dłoń na moim prawym ramieniu, odwróciłem się więc do tyłu i zobaczyłem moją czarnowłosą przyjaciółkę, czasami mam wrażenie, że bez niej i Kevina nigdy nie pozbierałbym się po śmierci mojej księżniczki.
- Co jest mała?- zadając to pytanie rzuciłem skończonego papierosa w kałuże i odwróciłem się w stronę dziewczyny, dopiero teraz zauważyłem w jej oczach szklanki- Ej, Demi nie płacz!- przytuliłem brunetkę do siebie.
- Tęsknie za nią Maxs... Po prostu tęsknie- powiedziała wtulając się w moją klatkę piersiową a ja od razu wiedziałem o kogo jej chodzi.
- Ja też skarbie- przytuliłem ją jeszcze mocniej do siebie, Demi jest dla mnie jak siostra o którą muszę dbać dlatego mówię do niej "skarbie" ale wiem, że Kevin jest w niej zakochany i nie mogę jemu jej zabrać. Staliśmy tak jeszcze z jakieś dziesięć minut, w milczeniu ale nie była ona krępująca a raczej komfortowa, każde z nas było pogrążone we własnych myślach. Po upływie tego czasu dziewczyna przerwała milczenie.
- Może powiemy o tym wszystkim Lucy?
- Po co? To jest na pewno przypadek, że są tak podobne- albo przynajmniej ja chciałem tak myśleć.
- Może i masz rację- dziewczyna ostatni raz przytuliła mnie a potem złapała mnie za rękę i zaciągnęła na lekcję. Gdy weszliśmy do klasy, mieliśmy akurat lekcje wychowawczą z panem Brown on jest spoko, pomimo wieku ma luz do nas i umie znaleźć z nami wspólny język, spostrzegłem od razu Lucy siedzącą na kolanach mojego "kochanego" braci..ciszka (fuuj) momentalnie, nie panując nad tym, ścisnąłem szczękę i zacisnąłem pięści, na szczęście Demi stała koło mnie i rozluźniła mój uścisk. Uśmiechnęła się lekko jednak ja odwzajemniłem to z lekkim grymasem. Zaprowadziła mnie do stolika gdzie siedział Torz z jakąś brunetką. Później dowiedziałem się, że ma na imię Veronika, przyjechała tu z Londynu ponieważ jej rodzice się rozwiedli, od razu ją polubiłem co było nowością ale zapewne to przez to że ta dziewczyna wcale się nie narzucała i była po prostu sobą, skromną dziewczyną z zajebistym charakterem. Pomimo, że starałem się uspokoić, nie mogłem opanować emocji bo co ilekroć starałem się to zrobić słyszałem śmiech szatynki, który był tak podobny że od razu przypominała mi się Martina. Gdy lekcja wychowawcza dobiegła końca cieszyłem się, że zostały mi tylko dwie lekcje a potem do domku.


Dość szybko czas zleciał i gdy już chciałem iść do swojego samochodu by odjechać poczułem rękę, która spoczęła na mojej dłoni, była to oczywiście Demi, oznajmiła mi że dzisiaj idę z nią, Kevinem i Veroniką na domówkę ale nie chciała mi powiedzieć gdzie, kazała tylko przyjechać do niej około 19;30. Po ustaleniu wszystkiego oddaliła się w towarzystwie nowo poznanej dzisiaj dziewczyny a ja wsiadłem do mojego auta i pojechałem do domu by odpocząć i przebrać się na imprezę.

***
I jak podoba Wam się, bo mi się wydaję że może być:) Trochę nad nim siedziałam ale jakoś dałam radę. Jak myślicie co będzie dalej? Którego z chłopaków najbardziej lubicie? ;*
Dziękuję wszystkim moim czytelnikom Kocham Was! ;*

1 komentarz: