piątek, 16 stycznia 2015

5."- Miałam na tym zdjęciu pięć lat.."

*LUCY*
*2 TYGODNIE PÓŹNIEJ*
- Lucy wstawaj! Spóźnisz się zaraz do szkoły!- usłyszałam głos mojej siostry z dołu. Otworzyłam moje zaspane oczy i delikatnie je przetarłam, spojrzałam na zegarek który leżał po prawej stronie na półce, wskazywał on godzinę 6;32. To jakiś żart?! Jak mogę się spóźnić mając jeszcze półtorej godziny?! Zakryłam głowę kołdrą mając nadzieję, że będzie mi dane jeszcze pospać chociaż pół godziny, gdzie tam! Nagle do pokoju wbiega moja siostra, odsłania żaluzje, ściąga ze mnie kołdrę i drze się, że pora wstawać. Dopiero w tym momencie spostrzegłam na jej smukłym ciele dość obcisłą czarną sukienkę i przypomniało mi się, że ma ona dzisiaj jakiś wyjazd szkoleniowy i musiała się ubrać elegancko i oczywiście wstać wcześniej przy okazji trując mi dupę.
- Daj człowiekowi spać!
- Wstawaj, ja już od  piątej jestem na nogach!
- I to znaczy, że ja też muszę?!
- Tak, wstawaj bo się spóźnisz.
- Dobra, dobra- powiedziałam powoli podnosząc się z łóżka i przecierając tym razem całą twarz.
- Okey, ja dzisiaj jadę- przecież ja to wiem- śniadanie masz na stole, jeszcze ci je przed wyjściem podgrzeję, obiad w lodówce na górnej półce a kolacje już musisz sobie zrobić sama. Ja będę jutro w domu po południu i chciałabym żeby dom jakoś wyglądał- mówiąc to mrugnęła do mnie okiem. Nie wiem o co jej chodzi z tym mruganiem to jej jakiś nowy tik?
- Jasne, a teraz lepiej spadaj bo się spóźnisz.
- Nie mów mi co mam robić gówniaro!- uśmiechnęłyśmy się do siebie równocześnie, brunetka niespodziewanie spojrzała na zegarek na swojej lewej ręce i krzyknęła- Jezu! Zaraz się spóźnię!- a nie mówiłam- Ja lecę mała, jakby coś się działo to wiesz, dzwoń- mówiąc to pocałowała mnie w czoło i wybiegła.
Podeszłam do szafy w celu wybrania sobie rzeczy do szkoły. Po długim namyśle wybrałam ten zestaw:

Weszłam do łazienki odkręciłam prysznic i zaczęłam brać poranną kąpiel. Czułam jak krople wody powoli ze mnie spływały zabierając ze mnie cały stres i złe emocje z tego tygodnia, w końcu dzisiaj piątek. Po spłukaniu z siebie lawendowego żelu- uwielbiałam ten zapach- wyszłam z kabiny opatulona w ręcznik i weszłam do pokoju.
- Aaaaaa!- krzyknęłam widząc siedzącą na moim łóżku Demi- Co ty tu do cholery robisz?!
- Haha żebyś widziała swoją minę!- czy ona właśnie się bezczelnie ze mnie śmiała?! Przysięgam kiedyś ją zabiję- Przyszłam do Ciebie bo mi się w domu nudziło.
- Aha... I to jest powód by doprowadzać mnie do zawału?!- krzyknęłam sfrustrowana.
- Ty lepiej się ubieraj bo za jakieś trzydzieści minut ma po nas przyjechać Max.
- Że ja mam tylko zaledwie pół godziny?!
- Tak- szatynka znów zaczęła się ze mnie śmiać. Szybko wzięłam wcześniej przygotowane rzeczy z miejsca spania i pobiegłam do łazienki. Gdzie w błyskawicznym tempie ubrałam się i nałożyłam na twarz delikatny makijaż.


*Demi*
Cały czas chciało mi się śmiać z zachowania Lucy, jest tak bardzo podobna do Martiny. Tylko, że jest jedna zasadnicza różnica, któraś z nich już nigdy nie będzie tu, ze mną i pozostałymi. Pamiętam jak dziś jak tamtego dnia późnym wieczorem siedziałam z Kevinem i świetnie się bawiliśmy na dachu mojego domu w licznie gwiazd i nagle dostałam sms'a od Maxa że mieli wypadek w którym Martina... zginęła. Nie mogłam w to uwierzyć, w ciąż nie mogę. Z moich myśli wyrwała mnie pewna rzecz, a dokładniej ramka znajdująca się na drewnianej szafce z książkami na przeciwko wyrka mojej przyjaciółki. Podeszłam tam, w plastikowym obramowaniu znajdowało się zdjęcie- jak przypuszczam - małej Lucy bawiącej się na łące z psem. Nie wyglądała ona jak teraz była bardziej pulchna jednak przez rysy twarzy śmiałam twierdzić, że jest to moja brązowooka znajoma. Wyglądała słodko, miała na sobie błękitną sukieneczkę, czarne buciki a jej długie czekoladowe włosy były zaczesane do tyłu przez niebieską opaskę.
- Miałam na tym zdjęciu pięć lat- usłyszałam znajomy delikatny głos dziewczyny.


*Lucy*
- Miałam na tym zdjęciu pięć lat- powiedziałam widząc Demi trzymającą w rękach zieloną ramkę. Dziewczyna była lekko zdziwiona, ale uśmiechała się cały czas.
- Od razu cię poznałam, byłaś słodka.
- I gruba- zaśmiałam się- Ważyłam w tedy jakieś pięćdziesiąt kilo. Raczej nie jest to odpowiednia waga dla tak młodej dziewczynki.- chwile pogadałam jeszcze z brunetką, starając się odpowiedzieć na jej pytania.
Zeszłyśmy na dół gdzie czekała na mnie jajecznica, oczywiście już zimna. Podeszłam do mikrofalówki i ją podgrzałam. Wyjęłam świeży chleb i ukroiłam dwa kawałki, jeden dla mnie jeden dla mojej przyjaciółki. Jajecznicę podzieliłam na pół i położyłam przed z lekka zaszokowaną brunetką. Zjadłyśmy w ciszy rozkoszując się smakiem świeżego pieczywa posmarowanego delikatnie słonym masłem. Po skończeniu schowałam brudne talerze do zmywarki i pobiegłam na górę by wziąć swój błękitny plecak. Wrzuciłam do niego drugie danie i rzeczy na trening po czym zeszłam na dół, nałożyłam buty prowadząc konwersację z Demi o dzisiejszym teście z fizyki. Nagle usłyszałam piosenkę "Avril Lavinge- I Will Be" okazało się, że to Telis czeka już przed domem. Wyszłyśmy szybo z domu oczywiście zamykając wszystko na klucz i kierując się do samochodu.
- Cześć- odezwałyśmy się równocześnie do ciemnego blondyna co wywołało u nas napad śmiechu. Ten tylko z politowaniem pokręcił głową i rzucił ciche "Siema". Jadąc do szkoły ja i Demi cały czas śpiewałyśmy piosenki lecące w radiu a Max próbował nie wyjść z siebie. Żeby nie było, ja i Telis się nie przyjaźnimy, nie wiem czy można to nazwać nawet kolegowaniem się, po prostu czasami zawoził i odwoził mnie ze szkoły. Zawsze była z nami w tedy Demi, nie mamy ze sobą jakiegoś takiego świetnego kontaktu, o wiele lepiej dogaduję się z Davidem, praktycznie codziennie z nim gadam. Wydaje się być miły, zawsze gdy go widzę uśmiecham się sama do siebie. Demi mówiła, żebym na niego uważała ale ja nie wiem o co jej chodzi. Przecież ten szatyn jest słodki i uroczy co on może mi takiego zrobić? Poznałam również Kevina, przyjaciela brunetki i Maxsa, był bardzo śmieszny i od razu załapaliśmy wspólny język.
 Gdy byliśmy już na parkingu wyszliśmy całą trójką z auta i rozdzieliliśmy się idąc do swoich szafek gdzie zauważyłam stojącego Davida rozmawiającego z jakąś dziewczyną.
- Hej- odezwałam się przerywając przy okazji im rozmowę.
- Siema młoda- momentalnie na twarzy chłopaka pojawił się uśmiech, przytulił mnie przy okazji podnosząc i kręcąc mną w kółko- To jest Aniela, moja przyjaciółka- wskazał na blondynkę po swojej lewej stronie gdy już mnie odstawił.
- Miło mi- wyciągnęłam do niej rękę- jestem Lu..
- Lucy, wiem David mi o tobie opowiadał- powiedziała ściskając moją dłoń. Przez krótki czas rozmawiałam z tą dwójką jednak przerwał nam dzwonek na lekcje i musieliśmy się rozdzielić ponieważ ta dwójka udziela się w szkolnym samorządzie i musiała wracać do pracy. Miałam teraz mój ukochany przedmiot-historię, mam nadzieję że wyczuliście sarkazm nienawidzę tej lekcji, oczywiście nauczyciel jest spoko ale mnie i tak do tego nie ciągnie. Weszłam do klasy i zauważyłam Demi gadającą z jakąś szczupłą, niewysoką brunetką, zdziwiłam się kiedy usiadła koło mojej przyjaciółki gdzie zawsze ja zajmowałam miejsce. Nagle poczułam wibracje w mojej kieszeni co oznaczało sms'a.

Od Demi:
"Wiem, że nie powinnam ale Veronika jest nowa i nikogo nie zna a jedyne wolne miejsce jest koło Telisa, proszę usiądź z nim *,*"

Och Demi... Spojrzałam na nią a ta tylko zrobiła swoją minę szczeniaczka na którą zawsze się nabierałam. Pokręciłam twierdząco głową i skierowałam się w stronę ławki Maxsa. Rzuciłam swoje zeszyty na ławkę tym samym wyciągając chłopaka z zamyślenia. Spojrzał się na mnie pytająco więc krótko odpowiedziałam:
- Mamy nową w klasie a Demi chce jej "pomóc" zaaklimatyzować się. Więc jesteś skazany na mnie przez tą godzinę- a bardziej to ja na ciebie ale dobra.
- Świetnie..- usłyszałam burknięcie niezadowolonego chłopaka pod nosem.
- Uwierz ja też się specjalnie nie cieszę. Jakoś pierwszego dnia nie miałeś do mnie, żadnych pretensji i prosiłeś mnie jeszcze o pomoc bo ci kurwa jakieś pierwiastki nie wychodziły!- uniosłam się.
- Nie musiałaś mi pomagać..- co za dupek.
- Prawda, nie musiałam. Ale myślałam, że jesteś w porządku- wzięłam swoje rzeczy i wyszłam z klasy, o co mu kurde chodzi, co ja mu zrobiłam? Pierwszego dnia był taki słodki i miły a teraz co się widzimy on mnie mierzy wzrokiem, mówi coś pod nosem i nie zamieni nawet ze mną jednego zdania.
Postanowiłam lekcje przesiedzieć na korytarzu jednak nie było mi to dane bo po jakiś pięciu minutach podszedł do mnie Kevin, który widział tą całą sytuację. Na początku prosił mnie bym z nim wróciła jednak kiedy po raz dziesiąty powiedziałam, że nie mam zamiaru tam wracać ten po prostu bez żadnego wysiłku wziął mnie na ręce przerzucając sobie przez ramie i wniósł mnie do klasy.
- O widzę Miller, Torz. Jeśli już skończyliście zabawę to proszę byście usiedli na swoich miejscach i posłuchali co mam do powiedzenia- powiedział pan Black. Chłopak posadził mnie koło siebie i resztę lekcji spędziłam z nim na graniu w "kółko i krzyżyk" lub w "statki".

*Max*

- Nie musiałaś mi pomagać- powiedziałem już trochę głośniej.
- Prawda, nie musiałam. Ale myślałam, że jesteś w porządku- po tych słowach dziewczyna wyszła z klasy. Co ja mam kurwa zrobić? No co?! Ona tak bardzo mi przypomina Martine! Nie chcę ranić Lucy swoim zachowaniem ale inaczej nie umiem odkąd moja księżniczka została pochowana dwa metry pod ziemią nie znalazłem sobie innej dziewczyny. Sypiałem ze wszystkimi bo wiedziałem, że mi się nie oprą ale następnego dnia odchodziłem i udawałem że jej nie znam. Wiem podłe ale inaczej nie umiem. Jednak teraz odkąd Lucy zaczęła do nas chodzić przestałem robić takie jednorazowe "wypady", bo wiem że czułbym się jakbym zdradził mojego aniołka.
Postanowiłem poprosić mojego przyjaciela, czy by nie poszukał brunetki.
- Kevin?- odwróciłem się w jego stronę
- Co jest stary- usłyszałem głos mojego farbowanego blondwłosego przyjaciela.
- Lucy się na mnie wkurwiła... Możesz coś dla mnie zrobić?
- Widziałem-na twarzy chłopaka ukazał się lekki grymas- a co takiego mam zrobić?
- Pójdź po nią.
- Okey.. Jak chcesz- Kevin wie, że szatynka strasznie przypomina mi moją księżniczkę.
Po jakiś dziesięciu minutach od rozpoczęcia lekcji usłyszałem jak drzwi od klasy się otwierają i zobaczyłem w nich mojego przyjaciela z dziewczyną przewieszoną przez jego ramię. Miałem ochotę się śmiać ale wolałem już się nie narażać Lucy.
        Kiedy usłyszałem dźwięk dzwonka postanowiłem pójść za szkołę i zapalić. Gdy doszedłem za dość odludnioną część szkoły wyjąłem z kieszeni moją ulubioną paczkę z papierosami, wziąłem jednego do ust i odpaliłem zapalniczką. Kiedy poczułem dym wypełniający moje płuca poczułem ukojenie i spokój, palę od wypadku mojego i Martiny, musiałem znaleźć sposób by jakoś uciec od ludzi i od siebie samego. Gdy tak myślałem poczułem czyjąś dłoń na moim prawym ramieniu, odwróciłem się więc do tyłu i zobaczyłem moją czarnowłosą przyjaciółkę, czasami mam wrażenie, że bez niej i Kevina nigdy nie pozbierałbym się po śmierci mojej księżniczki.
- Co jest mała?- zadając to pytanie rzuciłem skończonego papierosa w kałuże i odwróciłem się w stronę dziewczyny, dopiero teraz zauważyłem w jej oczach szklanki- Ej, Demi nie płacz!- przytuliłem brunetkę do siebie.
- Tęsknie za nią Maxs... Po prostu tęsknie- powiedziała wtulając się w moją klatkę piersiową a ja od razu wiedziałem o kogo jej chodzi.
- Ja też skarbie- przytuliłem ją jeszcze mocniej do siebie, Demi jest dla mnie jak siostra o którą muszę dbać dlatego mówię do niej "skarbie" ale wiem, że Kevin jest w niej zakochany i nie mogę jemu jej zabrać. Staliśmy tak jeszcze z jakieś dziesięć minut, w milczeniu ale nie była ona krępująca a raczej komfortowa, każde z nas było pogrążone we własnych myślach. Po upływie tego czasu dziewczyna przerwała milczenie.
- Może powiemy o tym wszystkim Lucy?
- Po co? To jest na pewno przypadek, że są tak podobne- albo przynajmniej ja chciałem tak myśleć.
- Może i masz rację- dziewczyna ostatni raz przytuliła mnie a potem złapała mnie za rękę i zaciągnęła na lekcję. Gdy weszliśmy do klasy, mieliśmy akurat lekcje wychowawczą z panem Brown on jest spoko, pomimo wieku ma luz do nas i umie znaleźć z nami wspólny język, spostrzegłem od razu Lucy siedzącą na kolanach mojego "kochanego" braci..ciszka (fuuj) momentalnie, nie panując nad tym, ścisnąłem szczękę i zacisnąłem pięści, na szczęście Demi stała koło mnie i rozluźniła mój uścisk. Uśmiechnęła się lekko jednak ja odwzajemniłem to z lekkim grymasem. Zaprowadziła mnie do stolika gdzie siedział Torz z jakąś brunetką. Później dowiedziałem się, że ma na imię Veronika, przyjechała tu z Londynu ponieważ jej rodzice się rozwiedli, od razu ją polubiłem co było nowością ale zapewne to przez to że ta dziewczyna wcale się nie narzucała i była po prostu sobą, skromną dziewczyną z zajebistym charakterem. Pomimo, że starałem się uspokoić, nie mogłem opanować emocji bo co ilekroć starałem się to zrobić słyszałem śmiech szatynki, który był tak podobny że od razu przypominała mi się Martina. Gdy lekcja wychowawcza dobiegła końca cieszyłem się, że zostały mi tylko dwie lekcje a potem do domku.


Dość szybko czas zleciał i gdy już chciałem iść do swojego samochodu by odjechać poczułem rękę, która spoczęła na mojej dłoni, była to oczywiście Demi, oznajmiła mi że dzisiaj idę z nią, Kevinem i Veroniką na domówkę ale nie chciała mi powiedzieć gdzie, kazała tylko przyjechać do niej około 19;30. Po ustaleniu wszystkiego oddaliła się w towarzystwie nowo poznanej dzisiaj dziewczyny a ja wsiadłem do mojego auta i pojechałem do domu by odpocząć i przebrać się na imprezę.

***
I jak podoba Wam się, bo mi się wydaję że może być:) Trochę nad nim siedziałam ale jakoś dałam radę. Jak myślicie co będzie dalej? Którego z chłopaków najbardziej lubicie? ;*
Dziękuję wszystkim moim czytelnikom Kocham Was! ;*

sobota, 10 stycznia 2015

4."-Gdzie ty do cholery jesteś?!"

*Lucy*

Już wychodziłam ze szkoły gdy nagle ktoś złapał mnie za rędę. Oczywiście był to nie kto inny jak Max.
- Siema chudzielcu- nienawidzę jak ktoś do mnie tak mówi- Czy tobie przypadkiem nie śpieszy się na trening?- kurde zupełnie zapomniałam, ale przecież mu się nie przyznam, głupia nie jestem.
- Tak, tylko że nie mogłam ciebie znaleźć a obiecałeś mi, że pokażesz gdzie jest sala- skłamałam. Chłopak głośno westchnął.
- Ale wiesz, że będzie to ciebie kosztować?- co on kombinuje?
- O co ci chodzi?
- Dowiesz się w swoim czasie- wyszeptał mi do ucha lekko zachrypniętym głosem i zaśmiał się. Ten chłopak mnie coraz bardziej wkurzał.- Idziesz czy będziesz tak stała jak ciele na łące?
- Idę- odparłam z obojętnością w głosie i podbiegłam do chłopaka.
 Po paru minutach byliśmy na miejscu, przed nami był długi korytarz a po obu stronach było mnóstwo drzwi. Chłopak wskazał mi na szatnie dziewczęcą już miałam tam iść gdy nagle mnie złapał i powiedział:
- Wiesz ty co lepiej idź tam- wskazał palcem na szatnie chłopaków po lewej- Tam masz osoby z podobnym rozmiarem mózgu.- zaśmiałam się ironicznie.
- Ja najwyżej mam mózg w przeciwieństwie do osoby po mojej lewej- nic więcej nie mówiąc weszłam do szatni. Były już tam inne dziewczyny gdy tylko postawiłam krok do przodu wszystkie do mnie podbiegły.
- Hej, ty jesteś ta nowa prawda? Ja jestem Nicy to jest: Rous, Sophie i Viki. Słyszałam, że już kiedyś tańczyłaś i że byłaś dobra o i w ogóle tyle rzeczy się o tobie dowiedziałam. Wiem, że nie wiesz z kąt podpowiem ci, powiedział mi Max- zaśmiała się czerwonowłosa- Duża podpowiedź no i wie..
- Nicky spokojnie bo się jeszcze biedaczka przestraszy- przerwała jej jak się nie mylę Viki. W głębi duszy byłam jej wdzięczna ponieważ ruda mówiła wszystko na jednym tchu i bez żadnego odstępu.- Jesteś Lucy prawda?
- Tak- odpowiedziałam nieśmiale  Miło mi was poznać.
- Nam ciebie też- odpowiedziały wszystkie chórem Opowiedziały mi trochę o tym jak wyglądają treningi i zobrazowały mi co teraz robią.- No to witamy w "Boom bam"!
Po jakiś pięciu minutach wyszłyśmy z szatni przebrane i uszykowane, spojrzałam w prawo stał tam Max, który najwidoczniej bajerował jakąś blondynę. Wiedziałam, że on taki jest, wszyscy tacy są.
- Miller idziesz!- krzyknęła Nicy a ja podbiegłam do niej.
 Trenerka bardzo chętnie mnie przyjęła po pokazaniu moich umiejętności a pozostałe osoby od razu mnie zaakceptowały, myślałam, że będzie to cięższe ale jednak nie. Trening trwał około 1,5h, po nim dziewczyny chciały mnie zaprosić na zakupy jednak ja musiałam odmówić, miałam ochotę jedynie na gorącą kawę z McDonalda. Jak chciałam tak zrobiłam, wzięłam swoje rzeczy z szatni i wyszłam przed budynek szkoły. Wyciągnęłam telefon z kieszeni spodni i spojrzałam na wyświetlacz który ozdabiała tapeta zdjęcia mojego i Natalii. Zawsze byłyśmy lub starałyśmy się być blisko, jednak gdy ona wyjechała kontakt osłab i nasze stosunki się trochę pogorszyły. Ale najważniejsze jest teraz, że znów jesteśmy razem i zawsze tak będzie. Nagle spostrzegłam, że miałam dziesięć nieodebranych połączeń od siostry pewnie zapomniała, że mam trening. Postanowiłam do niej zadzwonić w budynku fast food'a by była bardziej spokojna, że jestem w miejscu pełnym ludzi. Zamówiłam dużą kawę z bitą śmietaną i usiadłam przy najbliższym wolnym stoliku, wykręciłam numer na iPhonie i przyłożyłam go do ucha.
- Gdzie ty do cholery jesteś?! Czemu nie odbierasz telefonu?! Wiesz jak się o ciebie w chuj martwiłam?!- odłożyłam telefon na blat stołu napiłam się kawy i z powrotem go przyłożyłam- Wytłumaczysz mi to?!- w końcu skończyła.
- Mówiłam ci wczoraj, że idę na teńce- wyobrażałam już sobie minę brunetki.
- Eee.. przecież wiedziałam..
- Ta jasne a ja jestem długonogą blondynką w różowych ciuszkach- odparłam ironicznie.
- Dobra szczym, za ile będziesz gówniarzu?- obie wesoło zachichotałyśmy do słuchawek.
- Za jakieś dziesięć-piętnaście minut powinnam się zjawić.
- Czekam- nic już nie odpowiedziałam, rozłączyłam się i schowałam telefon do kieszeni.
Szłam powoli  wschłuchując się w dźwięki miasta, wieczorem wszystko było takie szybkie, za rogiem ktoś właśnie wchodził do domu spóźniony na kolacje, niedaleko sklepu jakieś dziecko wracało szczęśliwe ze szkoły ciesząc się, że dostało szóstkę z polskiego a tam na moście jakaś para kłóci się wiedząc i tak, że zaraz się pogodzą rzucając się sobie w ramiona. Kochałam takie chwile były wspaniałe, szybkie ale jednak wolne. Pełne miłości i szczęścia jednak przepełnione nutką nienawiści i smutku. Próbowałam przemyśleć wszystko co przydarzyło mi się przez ostatnie kilka lat momenty, których teraz żałuję, blizny mimo że zszyte to cały czas otwarte. Ale z każdym krokiem próbuję sobie przypomnieć te szczęśliwe wydarzenia, rozwijającą mnie pasje, kochającą mnie siostrę i mimo wszystko wspaniałą rodzinę. Nie wyobrażam sobie życia bez nich. Nim zdążyłam skończyć swoje "przemyślenia" stałam już pod domem. Weszłam do środka i napotkałam Nataki kręcącą się po kuchni i szykującą kolacje dla naszej dwójki. Uśmiechnęłam się sama do siebie widząc, że brunetka nie udolnie próbuje przyszykować coś z książki kucharskiej. Podeszłam do niej związałam włosy i zaczęłam jej pomagać po około pięciu minutach wszystko było gotowe. Usiadłyśmy razem, siostry Miller jedzące kolacje i opowiadające sobie wydarzenia z obecnego dnia. Gdy na zegarze wybiła godzina dwudziesta pierwsza wchodząc po schodach powiedziałam Natalii, że idę się szykować do spania i zamknęłam drzwi od swojego pokoju na piętrze. Szybko ubrałam piżamę, odrobiłam lekcje, pouczyłam się z poszczególnych przedmiotów i włączyłam laptop na którym odnalazłam swój ulubiony album z muzyką położyłam go koło siebie na łóżku i nawet się nie zorientowałam kiedy odeszłam w objęcia Morfeusza.

*Max*

"Widziałem jej oczy, te oczy ma takie same jak Martina, te same iskierki które wywoływały uśmiech na mej twarzy znów są ze mną ale czemu dopiero teraz?! Czemu nie wcześniej?! Muszę się o niej czegoś dowiedzieć one są zbyt podobne do siebie. Kiedy na mnie spojrzała gdy ta pusta lala się do mnie przyczepiła zobaczyłem w niej moją księżniczkę, nie mogłem tego znieść musiałem z stamtąd iść. Nie chcę by się na mnie tak patrzała, Lucy i Martina mają z sobą coś wspólnego a ja muszę się dowiedzieć co."
Leżąc tak i rozmyślając nad tym wszystkim dostałem wiadomość:

Od Demi:
"Czy ty też myślisz o Lucy i o Martinie jak o jednej osobie? ;c"- szatynka dobrze znała historie moją i brunetki. Była przecież jej najlepszą przyjaciółką. Ona tylko mnie wspierała po odejściu ukochanej, dzięki czemu się zaprzyjaźniliźmy. Nigdy jednak się w niej nie zakocham za dobrze wiem jak zależy Kevinowi na niej.

Do Demi:
"Tak..."

Od Demi:
"Tęsknie za nią, to już prawie dwa lata.. ;c"

Do Demi:
" Wiem.. to była moja wina!"

Od Demi:
"Przestań tak mówić, to nie była niczyja wina, dzięki tobie Martina była szczęśliwa mimo śmierci matki, ty ją uszczęśliwiałeś!"

Do Demi:
"Może i tak ale gdyby nie ja ona by żyła! Nie chcę o tym dzisiaj rozmawiać do jutra, dobranoc.."

Odłożyłem iPhona na szafkę koło łózka, zamknąłem oczy i dałem się porwać w obłoki moich snów.
*

Mam nadzieję, że się podoba. Wiem, że nie jest on tak doskonały jak inne blogi ale myślę, że jak na początek to może być. Pisać swoje opinie pod spodem i dziękuję każdemu czytelnikowi po kolei. JESTEŚCIE NAJLEPSI <3

CZYTASZ=KOMENTUJESZ

wtorek, 6 stycznia 2015

3."- Siema Miller"

*Lucy*

Rano obudził mnie mój głupi dzwonek w telefonie, przysięgam gdyby nie to, że ten budik jest w moim niedawno kupionym telefonie komórkowym już dawno byłby na ścianie. Po krótkim leżeniu, które jak zawsze trwało 10 minut postanowiłam wstać. Jak postanowiłam tak zrobiłam, wyciągnęłam z szafy ubrania, w które dzisiaj zamierzałam się ubrać:



A na lewy nadgarstek nałożyłam czarną bandankę, która zakrywała moje dość widoczne blizny. Po ubraniu się i uczesaniu włosów w nieprecyzyjnego koka zeszłam na dół. Kiedy byłam już w dużym pokoju poczułam delikatne burczenie brzucha chcąc nie chcąc musiałam coś zjeść. Skierowałam się więc w stronę kuchni by zrobić sobie śniadanie i przygotować coś do szkoły. Uszykowałam sobie płatki owsiane z jogurtem naturalnym do którego potem wkroiłam połówkę banana i zamieszałam łyżką a do picia zrobiłam sobie letnią herbatę, tradycyjnie do szkoły przyszykowałam dwie kanapki i jabłko. Niespodziewanie usłyszałam skrzypienie drewnianych schodów co oznaczało, że ktoś się zbliża jednak byłam zbyt leniwa by zobaczyć czy to na pewno Natali.
- Cześć Lucy- usłyszałam zachrypnięty głos. Dopiero wtedy uniosłam swoje brązowe oczy i zobaczyłam spod rzęs moją siostrę, od razu zaczęłam się śmiać. Wyglądała komicznie, jej brązowe długie włosy związane były w rozwalającego się koka, który wisiał ostatkiem sił na lewym boku. Jej krótkie, niebieskie do połowy uda spodenki były w małe pieski a szara bluzka na ramiączkach w żabki, miała również na swoich stopach kapcie w krowy, które dostała ode mnie na gwiazdkę rok temu. Przez chwilę myślałam, że zamiast mojej 23-letniej siostry stoi przede mną wyrośnięte 5-letnie dziecko.
- Witaj Natalijko- nie mogłam się oprzeć by tego nie powiedzieć i znów zaczęłam się śmiać.
- Zamknij się cwelu- powiedziała popychając mnie lekko.
  Po śniadaniu weszłam jeszcze na piętro do swojego pokoju po torbę, telefon i słuchawki które potem włożyłam do uszu. Gdy wyszłam z domu włączyłam jedną z moich ulubionych piosenek: http://www.youtube.com/watch?v=-x0GuCfN_tY i ruszyłam w drogę.
  Gdy tak szłam ktoś mnie zaczepił, był to David. Od razu wyjęłam słuchawki z uszu by lepiej go słyszeć.
- Siema mała- mówiąc to położył swoją prawą dłoń na moich włosach i zaczął je czochrać.
 „Co wy z tym macie?! Ty i twój brat!”
- Hej wielkoludzie- powiedziałam i klepnęłam go po przyjacielsku w ramie.
- Jak tam po pierwszym dniu w szkole?
- Widzisz jakoś żyje.- uśmiechnęłam się przyjacielsko- Z wieloma osobami się „zakolegowałam” jeśli można tak powiedzieć.- zaśmiałam się, gdy tak szliśmy David niespodziewanie wyskoczył mi z pytaniem:
- Ty zapisałaś się do klubu tanecznego?- spytał się patrząc na mnie z góry.
- Tak, a z kąt ty to wiesz?- spytałam się go z zainteresowanym wzrokiem.
- Widzisz mój brat cały czas nadawał do naszego kolegi, który tam uczęszcza, że będą mieli nową uczennice.- wytłumaczył mi bronzowooki.
- Aaa... Czyli tam będą też inni?- zadałam głupie pytanie wiem ale się stresuje.
- Tak głupku- powiedział i oboje się zaśmialiśmy, niespodziewanie chłopak złapał mnie za rękę w miejscu gdzie mam rany, syknęłam lekko co nie uszło uwadze chłopaka- Przepraszam Lucy- powiedział puszczając mój nadgarstek.
- Nic się nie stało- powiedziałam z lekkim grymasem.
- Ja.. Ja już lepiej pójdę. Do zobaczenia po tem. Jeszcze raz przepraszam.
- Spoko, przecież nic się nie stało- powiedziałam machając do niego.
 
*David*

- Nic się nie stało- powiedziała szatynka starając się uśmiechnąć jednak coś jej nie wychodziło.
- Ja.. Ja już lepiej pójdę. Do zobaczenia po tem. Jeszcze raz przepraszam- powiedziałem udając smutek i żal.
- Spoko, przecież nic się nie stało- widać było, że uśmiech był raczej wymuszony i pomachała mi idąc w drugą stronę. Mam już na nią plan, będę miły, pomocny, zaprzyjaźnie się z nią a jak w końcu mi się znudzi to ją zostawie i tyle. Wiem chamskie ale taki jestem. Idąc tak i myśląc o tym co teraz będę musiał zrobić zobaczyłem moją przyjaciółkę Aniele.
- Siema chuju- jaka ona miła prawda, ale nasze charaktery są i tak zupełnie inne. Ona marzy o miłości na całe życie z dziewczyną a ja wolę jednorazowe przygody.
- No hey, co jest?
- Nic czytam akta nowych uczniów, sami kujony lub jakieś tempe laski z dzianymi tatuśkami..
- Masz to o co cię prosiłem?- przerwałem
- Tak- dziewczyna zaczeła grzebać w swoim plecaku, gdy już znalazła to czego szukała podała mi teczke z drukowanymi literami "MILLER LUCY".- Jeśli będę miała przez to kłopoty to cię zabiję.
- Dobra, dobra nie marudź. Potrzebne mi jest to. Muszę się czegoś dowiedzieć o tej dziewczynie.
- Jasne, nie tłumacz mi się i tak nie chce mi się ciebie słuchać- uśmiechneła się tak jak i ja. Trochę porozmawialśmy, ponoć ma dzisiaj jakąś randkę z Bellą, srelą nie pamiętam. Postanowiłem się wziąść do czytania "lektury", musi coś w tym być, w jej karcie pacjęta.
"Uwagi:
Uczennica ma delikatną niedowagę, lekkie skrzywienie kręgosłupa oraz... liczne ślady na udach i nadgarstkach."
Co? Ślady? Nie, to niemożliwe ona na taką nie wygląda... Chyba, że...

*Lucy*

Szłam sobie korytarzem na lekcję matematyki, powtarzając ostatni (czyli wczorajszy) temat. Nagle usłyszałam swoje imię krzyczące przez kogoś kogo dobrze znam, odwróciłam się w stronę osoby krzyczącej, była to moja koleżanka Demi, która miała na sobie to (okulary miała na włosach):
- Siema Miller- powiedziała ze swoim szczerym uśmiechem. Zawsze chciałam się tak uśmiechać, jednak na okresie 4 lat nie pamiętam kiedy ostatnio tak prawdziwdziwie wykrzywiłam twarz.

*Wspomnienie*

Moi rodzice rzadko mieli dla mnie czas nie przejmowali się, o której wracam, gdzie jestem, co się ze mną dzieje. Zaczęłam się obwiniać o to, że to przeze mnie muszą tak długo pracować i się zaharowywać bym miała na swoje potrzeby. Dlatego starałam im nie przeszkadzać. Nauczyłam się żyć sama. Wiele osób zaczęło mi mówić, że stałam się bardzo zamknięta w sobie ale ja i tak nic z tym nie robiłam. Straciłam wielu przyjaciół bo zaczęłam się od nich oddalać. Zaczęłam się „karać” za to, że moi rodzice tak ciężko pracują. Chodziłam do psychologa szkolnego ale on w niczym mi nie pomagał bo mnie nie rozumiał. Pewnego dnia siostra zauważyła moje blizny na nadgarstku, których nie zakryłam, po rozmowie ze mną i dowiedzeniu się wszystkich szczegułów czemu to robiłam obiecała na razie nic nie mówić. Jednak sama zaczeła mi się uważniej przyglądać, po każdym wyjściu z toalety kazała mi pokazywać ręce, nogi, brzuch. Zapisała mnie do prywatnego psychologa, który pomagał mi wyjść z tego bagna. Po upływie roku Natali postanowiła mnie do siebie zabrać bo wiedziała jak bardzo cierpie w domu, zupełnie sama z rodzicami którzy ma ją na mnie zupełnie wylane. Oczywiście po dyskusji mama w końcu się zgodziła, jednak moja siostra powiedziała jej wszystko (bez mojej zgody). Moja mama nie mogła uwierzyć więc znów musiałam pokazać komuś moje blizny. I tak właśnie znalazłam sie w Stratford. Ale jest coraz lepiej już mineło 1,5 roku i wracam do swojej dawnej "formy". Jednak czuję, że daleko jeszcze mi do tego.
*

- Cześć Demi- mówiąc to starałam się uśmiechać tak jak ona ale chyba mi nie wychodziło.
- Idziesz dziś na trening "Boom bam" prawda?- uśmiechneła się pokazując swoje perliście białe zęby.
- Tak, przecież ci mówiełam.
- No i dlatego kupiłam ci to- szatynka zaczeła szukać czegoś w torbie. Nagle wyciągneła zestaw, który jej wczoraj pokazywałam- Mam nadzieje, że to o ten ci cho...- nie pozwoliłam jej dokończyć bo odrazu rzuciłam się na jej szyje. Mimo, że znam ją tylko jeden dzień czuje jakbym ją znała całe życie.
Lekcje szybko minęły. Gdy już wychodziłam ze szkoły ktoś złapał mnie za rękę. Był to...
*

Przepraszam, że takie krótkie ale jakoś nie miałam weny oraz czasu bo teraz miałam zajęcia w domu i treningi. Obiecuję, że kolejny będzie dłższy. :)

CZYTASZ = KOMENTUJESZ

czwartek, 1 stycznia 2015

2. "-Nie! Max uważaj!- usłyszałem krzyk dziewczyny."

*Lucy*

Odwróciłam się i zobaczyłam... Maxa?
„Czy on przypadkiem nie jest agresywny? Powinnam na niego uważać? Przecież na takiego nie wygląda”
- Hey- powiedział z szyderczym uśmiechem na twarzy.
- Cześć- odpowiedziałam z lekkim zdziwieniem w głosie- Coś się stało?
- Tak, widzisz ja jestem ciota z matmy a ty ponoć jesteś całkiem niezła- więc o to chodziło, jakbym nie mogła się domyśleć.
- Nie chwaląc się mo... Skąd ty to wiesz?! Przecież jestem w tej szkole od dzisiaj?!
- Hehe, mój brat jest w samorządzie jako gospodarz, więc mam swoje dojścia.
- Osz ty!- popatrzałam na niego i oboje się uśmiechnęliśmy- Z czym masz problem?
- Z pierwiastkami arytmetycznymi- mówiąc to podrapał się po swojej ciemnej blond czuprynie.
- Serio? Jejku, to jest banalnie proste, bierzemy się do nauki, nie zajmie nam to dług- i tutaj nie zdawałam sobie sprawy, że zgadzając się na naukę będzie wymagało mnie to takiej pracy.
Minęła jakaś godzina a ja nauczyłam tego debila 1/6 tego co POWINIEN umieć.  Złapałam się nagle za głowę i oznajmiłam mu:
- Nie obrażaj się, ale ty jesteś po prostu głupi!- sorry ale tego uczą pod koniec 1 kl liceum, gdzie on był w tym czasie?!
- Ej...- uśmiechnął się i zaczął mnie łaskotać, nie mogłam się przestać śmiać, znalazł mój słaby punkt, zawsze miałam największe łaskotki w rodzinie- I co? Nadal jestem głupi?
- Tak i to bardzo- powiedziałam uśmiechając się do niego.
- Hehe, masz straszne łaskotki kurduplu- o nie, nikt mi nie będzie wypominał wzrostu, jestem mała ale takie geny, co ja poradzę.
- A pomyślałeś, że to ty jesteś za wysoki? Ja mam aż 165 centymetrów.
- No a ja tylko 180 centymetrów- uśmiechnął się i usiadł prosto wyciągając nogi.
- Jesteś inny niż mówią wszyscy- powiedziałam patrząc na niego.
- Wiele osób o mnie mówi niewielu z nich mnie zna.
- Ładnie powiedziane- uśmiechnęłam się.
- Dzięki- powiedział, czochrając moje włosy- Nie pamiętam kiedy ostatnio tak zabawnie spędziłem czas na nauce.
- Nigdy- niespodziewanie wybuchnęłam śmiechem, nie wiadomo z jakiego powodu.
- Głupek- oznajmił chłopak seksownie poruszając brwiami.
- I kto to mówi?
Pogadaliśmy jeszcze trochę okazało się, że gra on na gitarze, fortepianie i pisze piosenki oraz śpiewa. Podobnie do mnie lubi tańczyć. Zastanawiałam się czy w tym liceum jest klub tańca więc spytałam się o to chłopaka on twierdząco pokiwał głową.
- Jeśli chcesz pokażę ci jutro gdzie odbywają się zajęcia.
- Naprawdę?- rozszerzyłam swoje ciemne oczy- Będzie mi bardzo miło.
- Mi również- powiedział przybliżając się do mnie.
- Dobra, bierzmy się do dalszej nauki- powiedziałam i szybko odsunęłam głowę od niego.
- Eh... Dobrze pani nauczyciel- powiedział z lekkim żalem w głosi. Ale czego on się spodziewał, że pocałuję się z nieznanym typem, Nie do końca nieznanym ale jednak wiem o nim tyle co nic.
Siedzieliśmy jeszcze jakąś godzinę a potem odprowadził mnie do domu i się tam pożegnaliśmy. Moja siostra od razu zadawała pytania typu „A ten chłopak to co?” nie chciało mi się jej słuchać więc poszłam do swojego pokoju i dalej się uczyłam innych przedmiotów. Myślałam, że minęła jakaś godzina jednak okazało się, że minęły dwie. Była już 20;00 więc włączyłam laptopa i zaczęłam słuchać muzyki oraz weszłam na facebooka. Zaprosiło mnie jakieś 20 osób, wszyscy z mojej nowej klasy. W tym gronie była Demi, David oraz Max (zaprosił mnie jeszcze jak byliśmy w kafejce). Zaakceptowałam wszystkich a potem zaczęłam pisać z czarnowłosą bo była aktywna. Około 24;00 poszłam spać, oczywiście wcześniej biorąc prysznic i przebierając się w piżamę.

*Max*
- Już jestem!- krzyknąłem ściągając buty i szybko zbliżając się do schodów by znaleźć się w swoim pokoju zanim dorwie mnie moja macocha. Nie, nie była ona taka zła, po prostu bardzo dużo mówiła i zadawała pytań a ja nie bardzo lubię na nie odpowiadać.
- Gdzie lecisz?- a jednak dziś spokój nie był mi dany. Niespodziewanie przy barierze od schodów pojawiła się nie kłamiąc bardzo ładna blondynka, nie dziwie się, że Jeremy ją wybrał, to znaczy mój tata.- Co dziś robiłeś po szkole? I nie ściemniaj mi, że byłeś u Kevinem bo do niego dzwoniłam- trzeba jej przyznać jest sprytna, ale i tak zabiję tego debila bo mógł ją skłamać- To co?
- Uczyłem się- odpowiedziałem całkiem szczerze.
- Ty, uczyłeś się? Ty umiesz się uczyć- usłyszałem szyderczy śmiech mojego... brata, nadal przechodzą mnie ciarki gdy to wymawiam.
- Ha ha ha pierwszy raz wyszedł Ci  żart kujonie- zaśmiałem się szorstko, jak ja go nienawidzę.
- Chłopacy! Przestańcie, David idź do pokoju. Później o niej pogadamy.
Chłopak pokiwał tylko głową i wszedł po schodach. Poczekaj, "o niej"! Czy mu się podoba jakaś dziewczyna. Spojrzałem na blondynkę pytająco ta tylko zmierzyła mnie jak idiotę. To było pewne, że mi nie powie o wybrańce swojego synka.
- Uczyłeś się, tak? Ładna jest?- ona serio wszystko wie. To mnie powoli zaczyna przerażać.
- Skąd ty to wszystko wiesz?!
- Mam swoje dojścia. To jaka ona jest?
- Jest ładna, zabawna, dobra z matematyki i tańczy.
- Czytałeś znowu teczkę dziewczyny?!- kobieta trochę się uniosła. Jak ona się zorientowała przecież nic takiego nie powiedziałem
- Ciszej, bo ten lizodupiec usłyszy!
- Nie mów tak o bracie- Jezu znów te słowo, w żuciu nie nazwę go moim bratem.
- Dobrze ale nie krzycz. Zainteresowała mnie ta dziewczyna, wcześniejsze dziewczyny były za przeproszeniem, głupie. Ona nie dość, że jest inteligentna to jeszcze tańczy.
- Ale wie...- nie pozwoliłem jej skończyć.
- Tak wiem! Pamiętam o tym, że nie mogę mieć dziewczyny takiej jak ona bo mam już inną.
- Wiem, że nie powinniśmy tego robić ale znasz naszą sytuację i co dzięki temu mamy.
- Tak mamo wiem- chwila cofnij ja powiedziałem do Margaret "mamo'?
- Maciek? Jak ja się cieszę- kobieta niespodziewanie mnie przytuliła.
Kiedy skończyła mnie przytulać powiedziałem, że idę do pokoju a ona spokojnie bez żadnych zbędnych pytań mnie puściła. Wszedłem do swojego pokoju rzuciłem plecak w kąt i położyłem się na fioletowym łóżku i niespodziewanie zacząłem myśleć o... Lucy. Jest ona idealna, ma tak piękne oczy, usta, po prostu wszystko i na dodatek przypomina mi ją. Ale los chciał żebym poznał ją po tym jak zdarzyło się to co zdarzyć się musiało. Czemu ja ją dopiero teraz poznałem?! Gdy tak myślałem, zamknąłem oczy i dałem się ponieść w krainę snów.

*Sen*
- Widzisz te gwiazdę?- spytała brunetka przytulając się do mojej klatki, moje dłonie oplatały jej delikatne ciało leżące na kocu.
- Taak- powiedziałem muskając moimi ustami jej czoło i składając na nich niemalże niewyczuwalny pocałunek.
- Mama mi mówiła, że każdy jest taką gwiazdą i jeśli ona znika to znacz, że człowiek umiera.
- Wierzysz w to?
- Tak- odpowiedziała całkiem spokojnie- A ty?
- Ja nie wiem. To dość dziwna opowieść- powoli wstałem i podałem dziewczynie rękę.
- Może tak ale przed śmiercią mama często opowiadała takie niezwykłe historie.
- Wiem, mówiłaś mi- potwierdziłem jej słowa i delikatnie pocałowałem jej miękkie różowe usta.
- Słuchałeś?
- Zawsze słucham- odpowiedziałem i od razu uśmiechnąłem się do rozpromienionej dziewczyny.


-Nie! Max uważaj!- usłyszałem krzyk dziewczyny.


-Co gdzie ja jestem? Czemu tam leży Martina?! Niech ktoś jej pomoże! Martina wstań! Zaraz czemu oni ją pakują w ten worek?! Nie! Proszę kochanie podnieś się!
- To twoja wina! Czemu jeździłeś w tedy wiedząc że jesteś po alkoholu?! Czemu prowadziłeś w tedy?!
***
- Aaaaaaa!- obudziłem się cały spocony. Znowu ten koszmar. Czy on już zawsze mnie będzie męczył. Nigdy o tym nie zapomnę o mojej pierwszej miłości, Martinie. Spojrzałem na zegarek by zobaczyć która dokładnie jest godzina. Była dopiero 5:00 jeszcze 2h do wstania. O kurwa! Czemu tak wcześnie?! Chyba już wiem co mnie ciągnie do Lucy, jest bardzo podobna do niej do mojej ukochanej. Są teoretycznie takie same. Czemu mnie to spotyka?! Co, czemu?! Nie wystarczy że straciłem moją księżniczkę?! Że przeze mnie ona nie... nie żyje...
***
Jak podoba się Wam rozdział? Myślicie że Max powie o wszystkim Lucy? Ja sama nie wiem jak to się wszystko potoczy:)
A tak nawiasem to jak minął Wam sylwester? Bo mi nawet spokojnie. Dziękuję, za wszystkie komentarze, bardzo mnie motywują do dalszego pisania;*
PS. Szczęśliwego Nowego Roku 2015!
Mój ask http://ask.fm/LuMiller14.
Polecam Wam serdecznie te blogi, mi osobiście bardzo się podobają:
* http://black-tears-jb.blogspot.com/
* http://salty-tears-am.blogspot.com/