sobota, 10 stycznia 2015

4."-Gdzie ty do cholery jesteś?!"

*Lucy*

Już wychodziłam ze szkoły gdy nagle ktoś złapał mnie za rędę. Oczywiście był to nie kto inny jak Max.
- Siema chudzielcu- nienawidzę jak ktoś do mnie tak mówi- Czy tobie przypadkiem nie śpieszy się na trening?- kurde zupełnie zapomniałam, ale przecież mu się nie przyznam, głupia nie jestem.
- Tak, tylko że nie mogłam ciebie znaleźć a obiecałeś mi, że pokażesz gdzie jest sala- skłamałam. Chłopak głośno westchnął.
- Ale wiesz, że będzie to ciebie kosztować?- co on kombinuje?
- O co ci chodzi?
- Dowiesz się w swoim czasie- wyszeptał mi do ucha lekko zachrypniętym głosem i zaśmiał się. Ten chłopak mnie coraz bardziej wkurzał.- Idziesz czy będziesz tak stała jak ciele na łące?
- Idę- odparłam z obojętnością w głosie i podbiegłam do chłopaka.
 Po paru minutach byliśmy na miejscu, przed nami był długi korytarz a po obu stronach było mnóstwo drzwi. Chłopak wskazał mi na szatnie dziewczęcą już miałam tam iść gdy nagle mnie złapał i powiedział:
- Wiesz ty co lepiej idź tam- wskazał palcem na szatnie chłopaków po lewej- Tam masz osoby z podobnym rozmiarem mózgu.- zaśmiałam się ironicznie.
- Ja najwyżej mam mózg w przeciwieństwie do osoby po mojej lewej- nic więcej nie mówiąc weszłam do szatni. Były już tam inne dziewczyny gdy tylko postawiłam krok do przodu wszystkie do mnie podbiegły.
- Hej, ty jesteś ta nowa prawda? Ja jestem Nicy to jest: Rous, Sophie i Viki. Słyszałam, że już kiedyś tańczyłaś i że byłaś dobra o i w ogóle tyle rzeczy się o tobie dowiedziałam. Wiem, że nie wiesz z kąt podpowiem ci, powiedział mi Max- zaśmiała się czerwonowłosa- Duża podpowiedź no i wie..
- Nicky spokojnie bo się jeszcze biedaczka przestraszy- przerwała jej jak się nie mylę Viki. W głębi duszy byłam jej wdzięczna ponieważ ruda mówiła wszystko na jednym tchu i bez żadnego odstępu.- Jesteś Lucy prawda?
- Tak- odpowiedziałam nieśmiale  Miło mi was poznać.
- Nam ciebie też- odpowiedziały wszystkie chórem Opowiedziały mi trochę o tym jak wyglądają treningi i zobrazowały mi co teraz robią.- No to witamy w "Boom bam"!
Po jakiś pięciu minutach wyszłyśmy z szatni przebrane i uszykowane, spojrzałam w prawo stał tam Max, który najwidoczniej bajerował jakąś blondynę. Wiedziałam, że on taki jest, wszyscy tacy są.
- Miller idziesz!- krzyknęła Nicy a ja podbiegłam do niej.
 Trenerka bardzo chętnie mnie przyjęła po pokazaniu moich umiejętności a pozostałe osoby od razu mnie zaakceptowały, myślałam, że będzie to cięższe ale jednak nie. Trening trwał około 1,5h, po nim dziewczyny chciały mnie zaprosić na zakupy jednak ja musiałam odmówić, miałam ochotę jedynie na gorącą kawę z McDonalda. Jak chciałam tak zrobiłam, wzięłam swoje rzeczy z szatni i wyszłam przed budynek szkoły. Wyciągnęłam telefon z kieszeni spodni i spojrzałam na wyświetlacz który ozdabiała tapeta zdjęcia mojego i Natalii. Zawsze byłyśmy lub starałyśmy się być blisko, jednak gdy ona wyjechała kontakt osłab i nasze stosunki się trochę pogorszyły. Ale najważniejsze jest teraz, że znów jesteśmy razem i zawsze tak będzie. Nagle spostrzegłam, że miałam dziesięć nieodebranych połączeń od siostry pewnie zapomniała, że mam trening. Postanowiłam do niej zadzwonić w budynku fast food'a by była bardziej spokojna, że jestem w miejscu pełnym ludzi. Zamówiłam dużą kawę z bitą śmietaną i usiadłam przy najbliższym wolnym stoliku, wykręciłam numer na iPhonie i przyłożyłam go do ucha.
- Gdzie ty do cholery jesteś?! Czemu nie odbierasz telefonu?! Wiesz jak się o ciebie w chuj martwiłam?!- odłożyłam telefon na blat stołu napiłam się kawy i z powrotem go przyłożyłam- Wytłumaczysz mi to?!- w końcu skończyła.
- Mówiłam ci wczoraj, że idę na teńce- wyobrażałam już sobie minę brunetki.
- Eee.. przecież wiedziałam..
- Ta jasne a ja jestem długonogą blondynką w różowych ciuszkach- odparłam ironicznie.
- Dobra szczym, za ile będziesz gówniarzu?- obie wesoło zachichotałyśmy do słuchawek.
- Za jakieś dziesięć-piętnaście minut powinnam się zjawić.
- Czekam- nic już nie odpowiedziałam, rozłączyłam się i schowałam telefon do kieszeni.
Szłam powoli  wschłuchując się w dźwięki miasta, wieczorem wszystko było takie szybkie, za rogiem ktoś właśnie wchodził do domu spóźniony na kolacje, niedaleko sklepu jakieś dziecko wracało szczęśliwe ze szkoły ciesząc się, że dostało szóstkę z polskiego a tam na moście jakaś para kłóci się wiedząc i tak, że zaraz się pogodzą rzucając się sobie w ramiona. Kochałam takie chwile były wspaniałe, szybkie ale jednak wolne. Pełne miłości i szczęścia jednak przepełnione nutką nienawiści i smutku. Próbowałam przemyśleć wszystko co przydarzyło mi się przez ostatnie kilka lat momenty, których teraz żałuję, blizny mimo że zszyte to cały czas otwarte. Ale z każdym krokiem próbuję sobie przypomnieć te szczęśliwe wydarzenia, rozwijającą mnie pasje, kochającą mnie siostrę i mimo wszystko wspaniałą rodzinę. Nie wyobrażam sobie życia bez nich. Nim zdążyłam skończyć swoje "przemyślenia" stałam już pod domem. Weszłam do środka i napotkałam Nataki kręcącą się po kuchni i szykującą kolacje dla naszej dwójki. Uśmiechnęłam się sama do siebie widząc, że brunetka nie udolnie próbuje przyszykować coś z książki kucharskiej. Podeszłam do niej związałam włosy i zaczęłam jej pomagać po około pięciu minutach wszystko było gotowe. Usiadłyśmy razem, siostry Miller jedzące kolacje i opowiadające sobie wydarzenia z obecnego dnia. Gdy na zegarze wybiła godzina dwudziesta pierwsza wchodząc po schodach powiedziałam Natalii, że idę się szykować do spania i zamknęłam drzwi od swojego pokoju na piętrze. Szybko ubrałam piżamę, odrobiłam lekcje, pouczyłam się z poszczególnych przedmiotów i włączyłam laptop na którym odnalazłam swój ulubiony album z muzyką położyłam go koło siebie na łóżku i nawet się nie zorientowałam kiedy odeszłam w objęcia Morfeusza.

*Max*

"Widziałem jej oczy, te oczy ma takie same jak Martina, te same iskierki które wywoływały uśmiech na mej twarzy znów są ze mną ale czemu dopiero teraz?! Czemu nie wcześniej?! Muszę się o niej czegoś dowiedzieć one są zbyt podobne do siebie. Kiedy na mnie spojrzała gdy ta pusta lala się do mnie przyczepiła zobaczyłem w niej moją księżniczkę, nie mogłem tego znieść musiałem z stamtąd iść. Nie chcę by się na mnie tak patrzała, Lucy i Martina mają z sobą coś wspólnego a ja muszę się dowiedzieć co."
Leżąc tak i rozmyślając nad tym wszystkim dostałem wiadomość:

Od Demi:
"Czy ty też myślisz o Lucy i o Martinie jak o jednej osobie? ;c"- szatynka dobrze znała historie moją i brunetki. Była przecież jej najlepszą przyjaciółką. Ona tylko mnie wspierała po odejściu ukochanej, dzięki czemu się zaprzyjaźniliźmy. Nigdy jednak się w niej nie zakocham za dobrze wiem jak zależy Kevinowi na niej.

Do Demi:
"Tak..."

Od Demi:
"Tęsknie za nią, to już prawie dwa lata.. ;c"

Do Demi:
" Wiem.. to była moja wina!"

Od Demi:
"Przestań tak mówić, to nie była niczyja wina, dzięki tobie Martina była szczęśliwa mimo śmierci matki, ty ją uszczęśliwiałeś!"

Do Demi:
"Może i tak ale gdyby nie ja ona by żyła! Nie chcę o tym dzisiaj rozmawiać do jutra, dobranoc.."

Odłożyłem iPhona na szafkę koło łózka, zamknąłem oczy i dałem się porwać w obłoki moich snów.
*

Mam nadzieję, że się podoba. Wiem, że nie jest on tak doskonały jak inne blogi ale myślę, że jak na początek to może być. Pisać swoje opinie pod spodem i dziękuję każdemu czytelnikowi po kolei. JESTEŚCIE NAJLEPSI <3

CZYTASZ=KOMENTUJESZ

1 komentarz: